POLSKI

Dwaj Wędrownicy

DANSK

De to vandringsmænd


Góra nie zejdzie się z doliną, ale dwoje ludzkich dzieci tak, a zwłaszcza dobre i złe. Tak więc spotkali się raz szewc z krawcem w wędrówce. Krawiec był typkiem małym i ładnym, był wesoły i dobrej myśli. Zobaczył szewca, jak nadchodzi z naprzeciwka , a ponieważ poznał po jego kuferku, co było jego rzemiosłem, zaśpiewał pioseneczkę drwiąc sobie z niego.
Bjerg og dal mødes aldrig, men det gør menneskene, de gode og de onde. Således kom også engang en skrædder og en skomager på vandring sammen. Skrædderen var en lille køn fyr, glad og i godt humør. Da så skomageren kom gående og han på hans ransel kunne se, hvad hans håndværk var, gav han sig til at synge en smædevise:


"Rób mi szew
"Stik ind, træk ud,

Przeciągnij mi drut
smør beg derpå,

Posmaruj go smołą z prawa i lewa
og glem ej pløkken

I wbij mi mocno ćwiek"
ned at slå."


Lecz szewc nie poznał się na żarcie, skrzywił twarz, jakby napił się octu i zrobił minę, jakby chciał dorwać krawczyka za kołnierz. Lecz mały człowieczek zaczął się śmiać, podał mu flaszkę i rzekł, "Nie chciałem cię obrazić, napij się, przełknij żółć." Szewc ostro pociągnął, a chmury z jego twarzy poczęły niknąć. Oddał krawcowi flaszkę i rzekł: "Ostro sobie jej pociągnąłem, mówi się po dobrym piciu, a nie z wielkiego pragnienia. Może powędrujemy razem?" – "Czemu nie," odpowiedział krawiec, "Jeśli tylko masz ochotę iść do wielkiego miasta, gdzie pracy nie brakuje." – "Właśnie tam idę," odpowiedział szewc, "W małym gniazdku nie da się nic zarobić, a na wiosce ludzie wolą chodzić boso." Powędrowali więc dalej razem, stawiali nogi jedna przed drugą jak łasica w śniegu.
Skomageren kunne ikke tåle spøg. Han satte et ansigt op så surt som en eddikebrygger og gjorde mine til at gå løs på skrædderen. Men den lille fyrgav sig til at le, rakte ham sin flaske og sagde: "Det var ikke så slemt ment. Skyl hellere galden ned." Skomageren tog en ordentlig slurk, og hans ansigt begyndte at klare op. Han gav skrædderen flasken tilbage og sagde: "Ja, jeg har jo ordentlig smagt på varerne. Man snakker så meget om alt det drikkeri, men ikke om den store tørst. Skal vi følges?" - "Lad os bare det," sagde skrædderen, "hvis du vil med ind i den store by, hvor vi kan få ordentligt arbejde." - "Ja, det er netop det, jeg vil," sagde skomageren, "i en lille by er der ikke noget at fortjene, og på landet holder folkene mest af at gå barfodede." De gik så videre sammen og satte hele tiden det ene ben foran det andet, ligesom væselen i sneen.


Czasu mięli dużo, lecz mało do przegryzienia. Gdy doszli do miasta, chodzili dokoła za rzemiosłem, a ponieważ krawczyk był rześki i żwawy i miał rumiany policzki, dawał mu każdy z radością, a gdy szczęście dopisało, to i córka majstra dawało mu w drzwiach buziaka na drogę. Gdy spotykał się z szewcem, zawsze miał więcej w swej sakwie. Szewc zrzędził i kroił krzywe miny myśląc: "Im większy łajdak, tym większe szczęście." Ale krawiec począł śmiać się i śpiewać, a dzielił się ze swoim kamratem wszystkim, co dostał. A gdy tylko grosz jaki zabrzęczał w kieszeni, kazał sobie podawać, walił z radości w stół, że szklanki tańczyły, a zasada jego była taka: "Łatwo przyszło, łatwo poszło."
Tid havde de begge to fuldt op af, men ret meget at putte i munden havde de jo ikke. Da de kom ind i byen gik de rundt og hilste på deres kammerater, og da skrædderen så glad og fornøjet ud med sine friske, røde kinder, gav de ham allesammen gerne noget. Når lykken var ham rigtig god, gav mesterens datter ham et kys med på vejen. Når han traf sammen med skomageren igen, havde han altid noget med i sin ransel. Skomageren var misundelig og satte et surt ansigt op. "Jo større skælm, jo større lykke," sagde han. Men skrædderen lo og sang og delte alt, hvad han fik, med sin kammerat. Når han blot havde et par øre i lommen krævede han rask væk ind og slog af glæde i bordet, så glassene dansede, og hans valgsprog var: "Hvad der kommer let, går let."


Gdy wędrowali już jakiś czas, doszli do wielkiego lasu, przez który wiodła droga do królewskiego miasta. Prowadziły przez niego dwie ścieżki, jedna była długa na siedem dni, a druga na dwa, lecz żaden z nich nie wiedział, która jest krótsza. Wędrowcy usiedli pod dębem i radzili, na ile dni trzeba im będzie zabrać chleba. Szewc rzekł: "Trzeba założyć dłuższą drogę, ja wezmę chleba na siedem dni." – "Co," powiedział krawiec, ciągnąć na grzbiecie chleb na siedem dni, jak wół pociągowy i się nie rozglądać? Ufam Bogu i o nic się nie troszczę. Pieniądze w mojej kieszeni są tak samo dobre latem jak i zimą, chleb zaś w gorącu zeschnie, albo też i spleśnieje. Mój surdut też nie sięga dalej niż do kostki. Dlaczego nie mamy znaleźć właściwej drogi? Chleba na dwa dni i basta." I tak każdy kupił sobie chleba, a potem poszli przez las na chybił trafił.
Da de havde vandret i nogen tid, kom de til en stor skov, gennem hvilken vejen til hovedstaden gik. Der gik to stier, den ene blev man færdig med på to dage, den anden tog en hel uge, men ingen af dem vidste, hvilken der var den korteste. De satte sig så under et egetræ og talte om, hvad de skulle gøre, og hvor meget brød de skulle tage med. "Man må tænke en lille smule ud over øjeblikket," sagde skomageren, "jeg tager brød med til syv dage." - "Sikken en ide," sagde skrædderen, "vi kommer jo til at slæbe som bæster og kan ikke røre os. Jeg stoler på Gud og bryder mig ikke om resten. Pengene i min lomme er ligeså gode om sommeren som om vinteren, men når det er varmt, bliver brødet både tørt og skimlet, og så skulle man ovenikøbet slide sin gode frakke i stykker. Hvorfor skulle vi ikke kunne finde den rigtige vej? Tag brød til to dage og lad det så være godt." De købte sig så hver noget brød og gik på lykke og fromme ind i skoven.


W lesie było cicho jak w kościele. Wiatr nie wiał, a strumień nie szumiał, nie śpiewały ptaki, a przez gęsto usiane liśćmi konary nie przemijało się słońce. Szewc nie mówił ani słowa, cisnął go chleb na plecach, że pot ściekał po jego ponurej i ciemnej twarzy. Krawczyk zaś był rześki, podskakiwał gwizdał na liściu, albo śpiewał piosenkę i myślał: "Bóg musi się w niebie cieszyć, że jestem taki wesoły." I tak było przez dwa dni, lecz trzeciego dnia las wcale się nie skończył, a krawczyk zjadł swój chleb, także serce opadło mu o jakiś łokieć niżej. Lecz wciąż nie tracił odwagi, zdał się jeno na boga i swoje szczęście. Trzeciego dnia położył się głodny pod drzewem, a następnego dnia był jeszcze bardziej głodny. Tak było i czwartego dnia, a gdy szewc siedział na powalonym drzewie i pożerał swe zapasy, nie pozostało krawczykowi nic innego, jak się przyglądać. Gdy poprosił go o kawałek chleba, tamten się dziko śmiał i rzekł: "Zawsze byłeś taki wesoły, możesz teraz zobaczyć, jak to jest, gdy się nie jest wesołym. Ptaszki, które za wcześnie zaczynają śpiewać, wieczorem strąca jastrząb." Krótko, nie miał litości. Lecz piątego dnia biedny krawiec nie mógł już wstać ani ze słabości słowa z siebie wydobyć, policzki zrobiły się mu białe, a oczy czerwone. Rzekł wtedy do niego szewc: "Dam ci dzisiaj kawałek chleba, ale za to wybiję ci prawe oko." Nieszczęśliwy krawiec, któremu życie mimo wszystko nie zbrzydło, nie znalazł lepszej rady. Jeszcze raz zapłakał obojgiem oczu, a potem je nadstawił, a szewc, którego serce było jak kamień, wybił mu ostrym nożem prawe oko. Krawiec pomyślał sobie, co zawsze mówiła mu mama, gdy dogadzał sobie w jadalni: "jeść, ile można, cierpieć, ile trzeba." Gdy zjadł już swój drogo kupiony chleb, zapomniał o nieszczęściu i pocieszał się tym, że nawet jednym okiem mógł widzieć wystarczająco dużo. Lecz szóstego dnia wrócił głód i mało serca mu nie zjadł. Upadł wieczorem pod drzewem, a siódmego ranka nie mógł się ze słabości podnieść, a śmierć siedziała mu na karku. Rzekł więc do niego szewc: Chcę okazać ci litość i jeszcze raz dam ci chleba, ale ni za darmo, wykłuję ci za to drugie oko. Poznał wtedy krawiec, jaki był lekkomyślny, prosił Boga o wybaczenie i rzekł: "Rób, co musisz, a ja wycierpię, co muszę, lecz zważ, pan Bóg nie sądzi co chwilę, że przyjdzie godzina zapłaty za zły czyn, którego dopuszczasz się na mnie, choć go od ciebie nie zasłużyłem. W dobre dni dzieliłem z tobą, co miałem. Moje rzemiosło to sztuka, gdzie ukłucie goni ukłucie. Gdy nie będę miał oczu, nie będę mógł szyć i będę musiał żebrać. Nie zostawiaj mnie tu, gdy będę ślepy, inaczej przyjdzie mi sczeznąć." Lecz szewc, który z serca Boga przegnał, wziął nóż i wykłuł mu lewe oko. Potem dał mu kawałek chleba, podał kij i prowadził go za sobą.
Der var så stille som i en kirke. Ikke en vind rørte sig, man hørte ikke bækkens brusen eller fuglenes sang, og ikke en solstråle trængte gennem det tætte løv. Skomageren sagde ikke et ord. Brødet, som han bar på ryggen, tyngede ham sådan, at sveden løb ned over hans mørke, gnavne ansigt. Skrædderen var i godt humør, sprang af sted, peb i et blad eller sang og tænkte: "Gud må glæde sig i sin himmel over at jeg er så glad." De drog af sted i to dage, men da skoven slet ikke så ud til at tage nogen ende, og skrædderen havde spist sit brød, sank hans humør dog lidt. Dog tabte han ikke modet, men stolede på Gud og sin lykke. Om aftenen lagde han sig sulten til at sove under et træ, og næste morgen stod han sulten op. Således gik den fjerde dag, og når skomageren satte sig på et fældet træ og spiste, måtte skrædderen nøjes med at se til. Når han bad om et lille stykke brød lo den anden hånligt og sagde: "Du har altid været i så godt humør. Nu kan du engang prøve, hvordan det er at være ked af det. Den, der synger om morgenen, kommer til at græde inden aften." Han havde slet ingen medlidenhed, og den femte dag kunne skrædderen ikke stå på benene og var så mat, at han næsten ikke kunne sige et ord. Hans kinder var helt hvide og hans øjne røde. "I dag skal du få et stykke brød," sagde skomageren, "men kun på den betingelse, at jeg får lov til at stikke dit højre øje ud." Den stakkels skrædder, der gerne ville beholde livet, vidste ikke, hvad han skulle gøre. Han græd endnu engang med begge øjne, og den onde skomager stak så det højre ud med en skarp kniv. Skrædderen kom i tanker om, hvad hans mor havde sagt, når han slikkede i spisekammeret: "Spis, hvad du vil, og lid, hvad du skal." Da han havde spist sit dyrekøbte brød, glemte han sin sorg og trøstede sig med, at han jo kunne se nok med det andet øje. Men den sjette dag sled sulten igen i hans tarme. Om aftenen faldt han om ved et træ, og den syvende morgen var han så mat, at han ikke kunne stå op, og døden lå allerede og lurede på sit bytte. "Jeg vil være barmhjertig imod dig," sagde skomageren så, "du skal igen få noget brød, det vil sige, du skal give noget for det, jeg vil have lov til også at stikke dit venstre øje ud." Da indså skrædderen, hvor letsindig han havde båret sig ad, bad Gud om tilgivelse og sagde: "Gør det så kun, jeg vil finde mig deri, men husk på, at Gud ikke dømmer i samme øjeblik, men at der kommer en stund, hvor din onde gerning bliver straffet. Jeg har ikke fortjent det af dig. I de gode dage har jeg delt med dig, hvad jeg havde. Mit håndværk er sådan, at jeg må sy sting på sting. Når jeg ingen øjne har, kan jeg ikke mere sy, og så må jeg gå ud og tigge. Lad mig kun ikke ligge ene og blind her, så dør jeg af sult." Men den onde skomager tog kniven og stak hans venstre øje ud. Så gav han ham et stykke brød og en stok og førte ham med sig.


Gdy zaszło słońce, wyszli z lasu, a przed lasem na polu stała szubienica. Szewc prowadził do niej ślepego szewca, zostawił go tam i poszedł swoją drogą. Ze zmęczenia, bólu i głodu nieszczęśnik zasnął i spał całą noc. Gdy dzień począł szarzeć, obudził się i nie wiedział, gdzie jest. Na szubienicy wisiało dwóch biednych grzeszników. Na głowie każdego siedziała wrona. Wtedy jeden zaczął mówić do drugiego: "Bracie, czuwasz?"- "Tak, czuwam," odpowiedział drugi. "Więc coś ci powiem," znów zaczął pierwszy, "Rosa, która dzisiejszej nocy spadła z szubienicy, odda oczy każdemu, kto się w niej umyje. Gdyby ślepcy to wiedzieli. Niejeden z tych, co nie wierzą, że to możliwe, odzyskałby wzrok." Gdy krawiec to usłyszał, wziął chusteczkę, przycisnął do trawy, a gdy zwilżył ją rosą, wymył sobie nią oczodoły. Wnet się spełniło, co powieszony powiedział. Doły wypełniła para świeżych i zdrowych oczu. Nie trwało długo, a krawiec ujrzał, jak słońce wschodzi za górami. Przed nim na równinie leżało królewski miasto ze swoimi wspaniałymi bramami i setką wież, a złote zwieńczenia i krzyże, które stały na ich czubkach, poczęła się żarzyć. Rozróżniał każdy liść na drzewach, widział jak przelatują ptaki i jak komary tańczą w powietrzu. Potem wyjął igłę z torby, gdy udało mu się nawlec nić, tak dobrze jak zawsze to robił, serce aż drgnęło mu z radości. Rzucił się na kolana i dziękował Bogu za okazaną łaskę, odmówił poranne błogosławieństwo, nie zapomniał też pomodlić się za biednych grzeszników, którzy wisieli jak serce dzwonu, a wiatr tłukł jednym o drugiego. Potem wziął swój tobołek na plecy, zapomniał o całym ból i szedł śpiewając i gwiżdżąc.
Da solen sank, kom de ud af skoven, og udenfor på marken stod en galge. Derhen førte skomageren den blinde skrædder, lod ham ligge og gik sin vej. Af træthed, sult og smerte faldt den stakkels mand i søvn og sov hele natten. Ved morgengry vågnede han, men vidste ikke, hvor han var. I galgen hang der to slyngler og på deres hoveder sad to krager. Den ene sagde: "Er du vågen bror?" - "Ja," svarede den anden. "Så skal jeg fortælle dig noget," sagde den første. "Den dug, der er faldet i nat her fra galgen, har en mærkelig egenskab. Hvis en blind vasker sig med den, får han sit syn tilbage. De skulle bare vide det, alle de folk, der har opgivet at komme til at se igen." Da skrædderen hørte det tog han sit lommetørklæde, gjorde det vådt af duggen på græsset og vaskede sine øjenhuler dermed. Straks fik han et par gode, klare øjne. Kort tid efter steg solen op bag bjergene, og skrædderen så nu, at lige foran på sletten lå den store hovedstad med prægtige porte og hundrede tårne. De gyldne kupler og kors begyndte at gløde i solen. Han kunne se alle bladene på træerne, fuglene, der fløj forbi, og myggene, som dansede i luften. Han tog nu en synål op af lommen, og da det gik ligeså let som før med at træde den, hoppede hjertet i livet på ham af glæde. Han kastede sig på knæ, takkede Gud for hans godhed og bad sin morgenbøn. Han glemte heller ikke at bede for de stakkels syndere, som hang derhenne og blev svungne frem og tilbage af vinden som kneblen i en klokke. Så tog han sin ransel på nakken, glemte snart al sin sorg og gik fløjtende og syngende videre.


Pierwszym, co go spotkało, było brązowe źrebię, które skakało wolne po polu. Złapał go za grzywę, chciał na niego wskoczyć i pojechać do miasta, ale źrebię, prosiło o wolność: "Jestem za młody, " rzekło, nawet taki lekki krawiec jak ty złamie mi grzbiet na dwoje, pozwól mi biegać, aż będę silny. Może przyjdzie taki czas, gdy będę ci mógł odpłacić." – "Biegnij," odpowiedział krawiec, "Widzę, że i z ciebie jest skoczek," Dał mu klapsa rózgą po grzbiecie, a źrebię aż biło z radości tylnymi nogami, przez żywopłoty i doły pognało w pole.
Det første, levende væsen, han mødte, var et brunt føl, som sprang omkring på marken. Han greb det i manken og ville svinge sig op på det, men føllet bad, om det måtte beholde sin frihed. "Jeg er ung endnu," sagde det, "og også en lettere skrædder end du knækker min ryg. Lad mig løbe, til jeg er blevet stærk. Jeg kan måske gengælde dig det engang." - "Stik bare af," sagde skrædderen, "du er jo heller ikke andet end en springfyr." Han gav den et rap med pisken over ryggen, så den af glæde slog ud med benene og sprang af sted over hække og grøfter.


Lecz krawczyk nie jadł niczego od wczoraj. "Słońce," rzekł, "wypełnia moje oczy światłem, ale chleb nie wypełnia moich ust. Pierwsze, co spotkam, choćby na wpół niejadalne, musi być moją strawą." I w tym momencie za powagą na łąkę wyszedł bocian. "Stój, stój," zawołał krawiec i złapał go za nogę, "Nie wiem, czy można cię zjeść, ale głód nie daje mi wyboru, muszę uciąć ci głowę i cię upiec." – "Nie rób tego, " odrzekł bocian, "Jestem świętym ptakiem, który nikomu złego nie czyni, a i dobrze służy ludziom. Zostaw mnie przy życiu, a kiedyś ci odpłacę." – "Idź więc, kumie długonogi," rzekł krawiec. Bocian uniósł się, jego długie nogi zwisały, a on powoli odleciał.
Skrædderen havde imidlertid ikke fået noget at spise siden dagen før. "Solen er nok god for øjnene," sagde han, "men den putter jo ikke noget i munden. Det første jeg møder, som blot er nogenlunde spiseligt, tager jeg." Lidt efter kom en stork langsomt spankulerende hen over engen. "Stop lidt," råbte skrædderen og greb den i benet, "jeg ved ikke, om du er til at spise men jeg er så sulten, at jeg må tage til takke med, hvad jeg kan få. Jeg bliver nødt til at hugge hovedet af dig og stege dig." - "Det skulle du ikke gøre," sagde storken, "jeg er en hellig fugl, som ingen gør fortræd, og jeg er til stor nytte. Hvis du lader mig beholde livet, kan jeg måske gøre noget for dig en anden gang." - "Gå så kun, stork langeben," sagde skrædderen. Storken hævede sig op, lod de lange ben hænge ned og fløj ganske sindigt af sted.


"Co to będzie?" rzekł krawiec sam do siebie, "mój głód jest coraz większy, a żołądek coraz bardziej pusty. Co teraz wejdzie mi w drogę, jest stracone." I w tym momencie na staw wypłynęła para młodych kaczek. "Przychodzicie jak na zawołanie," rzekł, złapał jedną z nich i chciał jej łeb ukręcić, lecz pewna stara kaczka, która siedziała w trzcinie, zaczęła głośno kwakać, podpłynęła z otwartym dziobem i zaklinała go, by zlitował się nad jej dziećmi. "Pomyśl," rzekła, "Jak zawodziłaby twoja matka, gdyby ktoś cię dopadł i chciał cię ukatrupić?" –"Cicho już," rzekł dobry krawiec, "możesz zachować swoje dzieci" i położył swą zdobycz na wodzie.
"Hvad skal det dog blive til," tænkte skrædderen, "jeg bliver mere ogmere sulten, og min mave er skrækkelig tom. Det første jeg nu kan få fat i, skal ikke slippe." Han så nu, at der i en dam svømmede et par ællinger. "I kommer jo, som I var kaldet," sagde han, "greb den ene og ville dreje halsen om på den. Den gamle and, der lå inde mellem sivene, begyndte at skrige højt, kom svømmende, og bad ham skåne hendes søde børn. "Du tænker slet ikke på, hvor din mor ville græde, hvis der kom en og tog dig og ville slå dig ihjel." - "Ti nu bare stille," sagde den godmodige skrædder, "du skal få lov til at beholde dine børn." Derpå satte han igen ællingen ud i vandet.


Gdy się odwrócił, stało tam, na wpół puste drzewo. Widział jak do niego wlatują i wylatują dzikie pszczoły. "Zaraz znajdę nagrodę za moje dobre uczynki," rzekł krawiec, "Miód mnie pokrzepi." Lecz wtem wyszła królowa matka, groziła i rzekła: "Jeśli tkniesz mój lud i zniszczysz moje gniazdo, wejdą ci w skórę nasze żądła jak dziesięć tysięcy rozpalonych igieł. Lecz jeśli zostawisz nas w spokoju, będziemy ci kiedyś pomocą służyć."
Da han vendte sig om så han et gammelt hult træ. Vilde bier fløj ud og ind. "Nu får jeg straks løn for min gode gerning," tænkte han, "honningen skal rigtig smage mig." Men bidronningen kom flyvende og sagde truende: "Hvis du rører nogen af mit folk eller ødelægger min rede, så skal du rammes af vore brodde, som af titusinde glødende nålestik. Men hvis du lader os i fred og går din vej, skal vi en anden gang gøre dig en tjeneste."


Zobaczył krawczyk, że nic nie pocznie. "Trzy miski puste," rzekł, "a na czwartej nic, marny to posiłek." Poczłapał więc z wygłodzonym żołądkiem do miasta, a ponieważ biło na południe, gotowano już dla niego w gospodzie i od razu mógł usiąść do stołu. Gdy się nasycił, rzekł: "teraz popracuję." Przeszedł się po mieście, znalazł wnet majstra i dobrą posadę. A że znał się na swym rzemiośle doskonale, nie trwało długo, a stał się sławny i każdy chciał mieć nowy surdut od małego krawca. Z każdym dniem zaś uznanie rosło. "Nie mogę osiągnąć już więcej w mojej sztuce," rzekł, "a jednak z dnia na dzień idzie lepiej." W końcu wziął go krół na nadwornego krawca.
Skrædderen så nok, at der heller ikke var noget at stille op her. "Først tre tomme fade og nu nok et," tænkte han, "det er rigtignok et slemt måltid." Han traskede så til byen med samt sin slunkne mave, og klokken ringede netop tolv, da han kom til kroen, så bordet var dækket. Han satte sig derind og spiste og drak. "Nu vil jeg se at få noget at bestille," sagde han, da han var mæt. Han gik ud i byen for at finde en mester, og det lykkedes ham at komme i tjeneste hos en rigtig flink en. Da han havde lært sit håndværk lige fra grunden, varede det ikke længe, før han blev berømt, og alle mennesker ville have deres tøj syet af den lille skrædder. For hver dag, der gik, blev han mere anset. "Jeg kan ikke drive det videre i min kunst," sagde han, "og alligevel går det bedre for hver dag." Til sidst blev han endogså udnævnt til hof skrædder.


Ale jak to bywa na świecie, tego samego dnia jego były kamrat, szewc, został nadwornym szewcem. Gdy zobaczył krawca, zauważył, że ten ma dwoje zdrowych oczu, dręczyło go sumienie. "Zanim się na mnie zemści," pomyślał sobie, "muszę wykopać pod nim dołek," Lecz kto komu dołki kopie, ten sam w nie wpada. Wieczorem, gdy skończył pracę i robiło się już ciemno, zakradł się do króla i rzekł: "Panie, królu, krawiec to butny i zuchwały człek. Chce zdobyć złotą koronę, zaginioną przed laty." –"To by było mi miłe," rzekł król i kazał wezwać krawca przed swe oblicze i kazał mu odnaleźć koronę, lub na zawsze opuścić miasto. "Oho," pomyślał krawiec, "Łajdak daje więcej niż ma. Jeśli ten ponury król ode mnie żąda, czego nie może dokonać żaden człowiek, nie będę czekał do jutra, lecz już dziś opuszczę miasto." Zawiązał więc swój tobołek, lecz gdy wyszedł przez bramę, zrobiło mu się przykro, że porzucił swe szczęście i miasto, w którym szło mu tak dobrze. Doszedł do stawu, gdzie zaznajomił się był z kaczkami. Właśnie siedziała tam stara, której młode oszczędził. Siedziała n brzegu i czyściła się dziobem. Poznała go od razu i zapytała, dlaczego zwiesił głowę. "Nie będziesz się dziwić, gdy usłyszysz, co mnie spotkało," odpowiedział krawiec i opowiedział jej o swym losie. "Jeśli to nic więcej," powiedziała kaczka, "możemy coś na to poradzić. Korona wpadła do wody i leży na dnie. Wnet ją wyciągniemy. Rozłóż tylko chustę na brzegu." Zanurkowała z dwunastką młodych, a po pięciu minutach znów była na górze i siedziała w koronie, która spoczywała na jej skrzydłach, a dwunastka młodych pływała wokół niej, podkładały swe dzióbki i pomagały nieść. Dopłynęły na brzeg i położyły koronę na chuście. Nie uwierzysz, jaka była wspaniała, gdy świeciło na nią słońce, lśniła jak sto tysięcy granatów. Krawiec zawiązał chustę w czterech rogach i zaniósł ją królowi, który w radości zawiesił mu złoty łańcuch na szyi.
Men underligt går det til her i verden. Samme dag var også hans kammerat, skomageren, blevet udnævnt til hofskomager. Da denne så skrædderen igen med to raske øjne, gjorde hans onde samvittighed ham bange. "Det er bedst, han går til grunde, før han hævner sig på mig," tænkte han. Men den, der graver en grav for andre, falder selv deri. Da det var blevet fyraften, listede han sig i mørket op til kongen og sagde: "Herre konge, skrædderen er en meget hovmodig fyr. Han har påstået, at han kunne skaffe den guldkrone, som er blevet borte for lang, lang tid siden." - "Det ville jeg være meget glad for," sagde kongen, kaldte næste morgen skrædderen op til sig og befalede ham enten at skaffe kronen eller også for bestandig forlade byen. "En skælm giver mere end han har," tænkte skrædderen, "når den gnavne konge forlanger, at jeg skal gøre, hvad intet menneske kan, har jeg ikke lyst til at vente til i morgen. Jeg går straks." Han pakkede så sin ransel. Men da han var kommet udenfor porten, syntes han alligevel, det var kedeligt, at han skulle forlade den by, hvor han sådan havde haft lykken med sig. Han kom forbi den dam, hvor han havde fundet ællingerne, og deres mor sad netop på bredden og pudsede sig med næbbet. Hun kendte ham straks og spurgte, hvorfor han hang sådan med hovedet. "Det vil såmænd ikke undre dig, når du hører, hvordan det er gået mig," svarede han, og fortalte det hele til anden. "Er der ikke andet i vejen," sagde den, "jeg kan hjælpe dig. Kronen er faldet i vandet og ligger nede på bunden. Den skal jeg snart få fat i. Imens kan du brede dit lommetørklæde ud på bredden." Den dukkede under med sine unger, og fem minutter efter kom den igen. Kronen havde den om halsen, den hvilede på fjerene, og de tolv unger svømmede rundt om og støttede den med næbbene. De svømmede så hen til bredden og lagde kronen på tørklædet. Den var det dejligste, man kunne tænke sig, når solen skinnede på den, strålede den som tusinde ædelstene. Skrædderen bandt de fire hjørner af tørklædet sammen og bragte kronen til kongen, som blev meget glad og gav skrædderen en gylden halskæde.


Gdy szewc zobaczył, że nie wyszła mu podłość, zaczął zastanawiać się nad drugą, stanął przed królem i rzekł: "Panie, Królu, krawiec znów stał się pyszny, zuchwale chce odtworzyć w wosku cały królewski zamek, z wszystkim co da się przenieść i nie, z tym co w środku i na zewnątrz." Król wezwał krawca i kazał odtworzyć w wosku cały, zamek, z tym co możne przenieść i nie, z tym co w środku i na zewnątrz, a jeśli nie byłby w stanie tego dokonać, choćby brakowało gwoździa w ścianie, ma być uwięziony do końca życia pod ziemią. "Ciągle jakiś kłopot. Nikt tego nie wytrzyma," pomyślał krawiec, na plecy zarzucił tobołek i odszedł w dal. Gdy był przy pustym drzewie, usiadł i zwiesił głowę. Pszczoły wyleciały, a królowa matka zapytała go, czy mu szyja zesztywniała, bo głową krzywo trzyma. "Och, nie," odpowiedział krawiec, "Trapi mnie coś innego." I opowiedział jej, czego król od niego żąda. Pszczoły zaczęły brzęczeć między sobą i bzyczeć, a królowa matka rzekła: "Idź do domu, lecz wróć jutro o tym czasie i przynieś dużą chustę, a wszystko będzie dobrze." Zawrócił więc, a pszczoły poleciały do królewskiego zamku przez otwarte okno, rozpełzły się po wszystkich kątach i wszystko sobie najdokładniej obejrzały. Potem wróciły i zbudowały zamek w wosku z taką szybkością, że można by pomyśleć, iż rósł w oczach. Już wieczorem wszystko było gotowe, a gdy krawiec przyszedł następnego ranka, stał tam wspaniały budynek, nie brakło gwoździa w ścianie ani dachówki na dachu, a wszystko było przy tym delikatne, śnieżnobiałe i pachniało słodko jak miód. Krawiec włożył go ostrożnie do chusty i zaniósł królowi, który nie mógł się nadziwić. Postawił go w największej sali, a krawcowi podarował za to wielki dom z kamienia.
Da skomageren så, at han ikke havde haft held med sig denne gang, fandt han på noget nyt, gik hen til kongen og sagde: "Den vigtige skrædder påstår nu, at han kan lave et voksslot, nøjagtig mage til dette her, med alt, hvad her er." Kongen kaldte på skrædderen og sagde, at han skulle lave et sådant slot, og hvis der manglede blot et søm i muren, skulle han, så længe han levede, få lov til at sidde i et mørkt fængsel under jorden. "Det bliver værre og værre," tænkte skrædderen, "det kan jo intet menneske gøre." Så tog han sin ransel på nakken og gik. Da han kom til det hule træ, satte han sig der, og var jo lidt ked af det. Bierne kom så flyvende, og dronningen spurgte, om der var noget galt med hans hals, siden han hang sådan med hovedet. "Nej, det er såmænd andre sorger, der plager mig," sagde skrædderen og fortalte, hvad kongen havde forlangt af ham. Bierne begyndte at summe og brumme, og til sidst sagde dronningen: "Gå kun hjem nu, men kom igen i morgen på denne tid, og tag et stort tørklæde med, så skal vi nok klare de ærter." Skrædderen vendte så tilbage til byen. Bierne fløj gennem de åbne vinduer ind i slottet, undersøgte alt på det nøjagtigste, og krøb ind i de mindste kroge. Så vendte de tilbage til skoven og lavede et voksslot i en sådan fart, at det så ud, som om det pludselig voksede op for ens øjne. Om aftenen var det færdigt, og da skrædderen kom næste morgen, stod hele det prægtige slot der, og der manglede ikke et søm i væggen og ikke en sten på taget. Det var helt hvidt og duftede sødt som honning. Skrædderen pakkede det forsigtigt ind i sit tørklæde og bragte det til kongen. Han blev meget forbavset, stillede det op i sin største sal og forærede skrædderen et stort stenhus.


Lecz szewc nie ustawał w knowaniu, trzeci raz poszedł do króla i rzekł: "Panie, Królu, Krawcowi doszło do uszu, że na zamkowym dziedzińcu nie tryska woda. W swej zuchwałości rzekł, iż sprawi, że na środku dziedzińca woda będzie tryskała na wysokość człowieka, a będzie przejrzysta jak kryształ." Kazał więc król sprowadzić krawca i rzekł: "Jeśli woda nie tryśnie na moim dziedzińcu, jak obiecałeś, to kat skróci cię o głowę na tym samym podwórcu." Biedny krawiec nie zastanawiał się długo i pospieszył poza bramy miast, a ponieważ tym razem chodziło o życie, po jego policzkach toczyły się łzy. Gdy tak szedł w smutku, podbiegł do niego źrebak, któremu darował wolność, a z którego zrobił się piękny gniadosz. "Teraz nadeszła godzina," rzekł do niego, "gdy twój dobry uczynek będzie ci odpłacony. Wiem, co ci dolega, lecz wnet ci pomogę, usiądź jeno na moim grzbiecie, może teraz nosić dwóch takich jak ty." - "Krawcowi spadł kamień z serca, wskoczył na konia jednym susem, a koń pobiegł galopem do miasta, prosto na zamkowy dziedziniec. Pognał trzy razy dokoła, prędko jak błyskawica, a za trzecim razem upadł. W tym momencie zahuczało strasznie, kawał ziemi wyskoczył ponad zamek jak kula, a zaraz za nim wyrósł słup wody wysoki jak człowiek na koniu, a wody była czysta jak kryształ. Gdy król to ujrzał. Wstał ze zdziwienia, podszedł i objął krawca przy wszystkich ludziach.
Men skomageren opgav ikke sin plan og gik tredie gang op til kongen og sagde: "Skrædderen har fået at vide, at vandet i slotsgården ikke vil springe, og han har sagt, at han kan få en stråle frem, så klar som krystal og så høj som en mand." Kongen sendte nu bud efter skrædderen og sagde: " Hvis vandet i morgen ikke springer med sådan en stråle, som du har sagt, så skal bøddelen straks gøre dig et hovede kortere." Den stakkels skrædder betænkte sig ikke længe, men skyndte sig ud af porten. Tårerne trillede ham ned ad kinderne, for nu gjaldt det jo hans liv. Mens han nu bedrøvet gik hen ad vejen, kom der en hest løbende. Det var det føl, som han engang havde skænket friheden, det var nu blevet til en smuk hest. "Nu kan jeg gengælde din godhed," sagde det. "Jeg ved godt, hvad der er i vejen, men jeg skal nok hjælpe dig. Sæt dig op på min ryg, nu kan jeg bære dig og mere til." Skrædderen fattede mod igen, sprang op på hesten, og den rendte i galop til byen, lige ind i slotsgården. Hurtig som lynet for den tre gange rundt, og tredie gang faldt den om. I samme øjeblik gav det et frygteligt brag. Midt ude i gården rev et stykke jord sig løs og fløj som en kugle op i luften, henover slottet. Straks efter steg der en stråle op, så høj som en mand til hest, klar som krystal, og solstrålerne brødes i den. Da kongen så det, blev han så forbavset, at han gik ned og omfavnede skrædderen i alle menneskers påsyn.


Lecz szczęście nie trwało długo. Król miał córki, a jedna piękniejsza od drugiej, a nie miał syna. Poszedł więc zły szewc czwarty raz do króla i rzekł: "Panie, królu, krawiec nie spuszcza z tonu w swej pysze. Teraz się chełpi, że potrafi rozkazać przynieść królowi syna z przestworzy." Kazał więc król wołać krawca i rzekł: "Jeśli wciągu dziewięciu dni każesz przynieść miał syna, dostaniesz moją najstarszą córkę za żonę." – "Wielka to nagroda," pomyślał krawczyk, "Lecz te wiśnie wiszą jak dla mnie zbyt wysoko, jeśli po nie wejdę, złamie się pode mną gałąź, a ja spadnę." Poszedł więc do domu, usiadł z podwiniętymi nogami do stołu i myślał, co począć. "Nie da rady," zawołał, "odejdę, tu nie mogę żyć w spokoju." Związał więc tobołek i pospieszył za bramy. Gdy dotarł na łąkę, dojrzał starego przyjaciela, bociana, który chodził jak filozof tam i z powrotem, czasami stał, oglądał z bliska żabę, by wreszcie ją połknąć. Bocian podszedł do niego i pozdrowił go. "Widzę," rzekł, "że masz plecak na grzbiecie. Dlaczego chcesz opuścić miasto?" Krawiec opowiedział mu, czego od niego żądał król, a czego wypełnić nie mógł, biadał nad swoim nieszczęściem. "Niech cię głowa o to nie boli, "rzekł bocian, "pomogę ci w biedzie. Już od dawna noszę niemowlaki do miasta, mogę raz ze studni przynieść małego księcia. Idź do domu i bądź spokojny. Za dziewięć dni od dziś idź do królewskiego zamku, a ja tam będę." Krawiec poszedł do domu, a o właściwym czasie był w zamku. Niedługo potem przyleciał bocian i zapukał w okno. Krawiec otworzył mu, a kum Długonogi ostrożnie wszedł do środka i szedł ceremonialnym krokiem po gładkim marmurze, W dziobie miał dziecko, piękne jak anioł, a rączki swe wyciągało do królowej. Położył dziecię jej na łonie, a ona tuliła je i całowała, z radości wychodziła z siebie. Bocian, zanim odfrunął, zdjął z pleców torbę podróżną i przekazał ją królowej. Były w niej torebki z kolorowymi groszkami, rozdzielono je między księżniczki. Najstarsza nic innego nie dostała, jak wesołego krawca za męża. "Jest mi tak," rzekł krawiec, jakbym wyciągnął wspaniały los. Moja matka miała rację, gdy mawiała, że kto w Bogu pokłada nadzieję, ma szczęście, nie brak mu niczego.
Men den lykke varede ikke længe. Kongen havde mange døtre, den ene smukkere end den anden, men ingen søn. Den onde skomager gik så for fjerde gang til kongen og sagde: "Skrædderen bliver ved at være lige hovmodig. Nu har han sagt, at hvis han ville, kunne han skaffe kongen en søn, der kom flyvende hertil gennem luften." Kongen lod igen skrædderen kalde og sagde: "Hvis du inden ni dage kan bringe mig en søn, skal du få min ældste datter til kone." - "Det er rigtignok en god løn," tænkte skrædderen, "det var vel nok værd at vove noget for, men de kirsebær hænger dog for højt. Hvis jeg ville kravle op efter dem, ville grenen vist knække, og jeg faldt ned." Så gik han hjem og satte sig på bordet og trak benene ind under sig og tænkte over, hvad han skulle gøre. "Det går ikke," råbte han til sidst, "jeg må af sted, her kan jeg dog aldrig få fred." Han pakkede sin ransel og gik ud af byen. Da han kom ud på engen, så han sin gamle ven, storken, gå op og ned med en uhyre fornuftig mine. Engang imellem standsede den, betragtede nøje en frø og slugte den så. Da den fik øje på ham, kom den hen og sagde goddag. "Du har nok i sinde at forlade byen, siden du har din ransel på ryggen," sagde den, "hvor kan det være?" Skrædderen fortalte, hvad kongen havde forlangt af ham. Det kunne han jo umuligt opfylde, og han beklagede sig meget over sit uheld. "Lad det bare ikke sætte dig grå hår i hovedet," sagde storken, "jeg skal nok hjælpe dig. Jeg har nu i så mange år bragt små børn til byen, så kan jeg vel også få fat i en lille prins. Gå du ganske roligt hjem. Og gå så om ni dage op på slottet, så skal jeg komme." Skrædderen gik hjem, og den niende dag gik han op på slottet. Lidt efter kom storken flyvende og bankede på vinduet. Skrædderen lukkede op. Stork langeben kom forsigtigt ind og gik med afmålte skridt hen over det glatte marmorgulv. I næbbet havde den et barn, så dejligt som en lille engel, og det strakte sine små hænder ud imod dronningen. Den lagde det i hendes skød, og hun trykkede og kyssede det, og var ude af sig selv af glæde. Før storken fløj af sted, tog den forsigtigt sin rejsetaske af skulderen og gav den til dronningen. Den var fuld af tutter med kulørte sukkerkugler, og dem fik de små prinsesser. Den ældste fik ikke noget af det, men hun fik den glade skrædder til mand. "Jeg er til mode, som om jeg havde vundet det store lod i lotteriet," sagde han, "mor havde dog ret. Hun sagde altid: Den der tror på Gud og har lykken med sig, vil aldrig komme til at mangle noget."


A szewc musiał buty robić, w których krawczyk tańczył na weselu, potem kazano mu wynosić się z miasta na zawsze. Droga do lasu prowadziła koło szubienicy. Z gniewu i złości, wykończony upałem dnia, rzucił się na ziemię. Gdy zamknął oczy i chciał zasnąć, dwa kruki rzuciły się z głów wisielców z głośnym krzykiem i wydziobały mu oczy. Bez zmysłów pobiegł w las i pewnie tam sczezł, bo nikt więcej go nie widział, ani o nim nie słyszał.
Skomageren måtte lave de sko, som skrædderen ville danse med på sin bryllupsdag, og fik så befaling til at forlade byen. Vejen til skoven gik forbi galgen, og da han var træt af vrede og heden, kastede han sig ned der. Da han lukkede øjnene for at sove, kom de to krager farende ned fra de hængtes hoveder og hakkede skrigende øjnene ud på ham. Som en vanvittig rendte han ind i skoven, og der er han vel død af sult, for ingen har set eller hørt noget til ham siden.

Tłumaczył Jacek Fijołek, © Jacek Fijołek




Porównaj dwóch językach:













Donations are welcomed & appreciated.


Thank you for your support.