Wróbel i jego czworo dzieci





Wróbel i jego czworo dzieci Bajki

Bajki braci Grimm
8.2/10 - 30 głosy
Wróbel i jego czworo dzieci
Pewien wróbel miał w jaskółczym gnieździe czworo piskląt. Kiedy ptaszki były już zdolne do lotu, źli chłopcy zniszczyli gniazdo, ale młode wróbelki całe i zdrowe uleciały z porywem wiatru. Stary wróbel frasował się wielce, że jego synkowie pofrunęli w świat, a on nie zdążył przestrzec ich przed wszelkim niebezpieczeństwem i udzielić im dobrych rad.

Jesienią, kiedy wielkie chmary wróbli zgromadziły się na polu pszenicy, stary wróbel spotkał swoje dzieci i ucieszony zabrał całą czwórkę ze sobą do domu.

- Ach, kochani synkowie, tak się o was martwiłem przez całe lat, że wiatr poniósł was w świat, a ja przedtem niczego was nie nauczyłem. Słuchajcie teraz, co wam ojciec powie, postępujcie wedle jego rad i miejcie się na baczności. Na małe ptaszki zewsząd czyha niebezpieczeństwo!

I zapytał najstarszego, gdzie się przez lato obracał i czym żywił.

- Latałem po ogrodach i szukałem liszek i robaczków, póki wiśnie nie dojrzały.

- No cóż, mój synu, nic to złego smakołyki zajadać, ale wtedy właśnie mogą ci grozić rozmaite nieszczęścia, pilnuj się, zwłaszcza jeśli zobaczysz w ogrodzie ludzi z długimi zielonymi drągami, co w środku są puste i na końcu mają dziurkę.

- A jeśli na dziurce jest zielony listek przyklejony woskiem? - spytał syn.

- Gdzieżeś ty widział coś takiego?

- U pewnego kupca w ogrodzie - odrzekł młody wróbelek.

- O, mój synu, kupiec to chytra sztuka! Skoro obracałeś się wśród ludzi, to wiesz, jacy są obłudni i jak trzeba się ich strzec, i że żadnemu wierzyć nie można.

Po czym spytał drugiego:

- A ty gdzie znalazłeś schronienie?

- Na podwórzu - odrzekł syn.

- Wróble i inne skromne ptaszki nie powinny kręcić się tam, gdzie wiele złota, aksamitów, jedwabi, broni i zbroi, krogulców, jastrzębi i sokołów, trzymaj się lepiej stajni, bo konie mają zawsze owsa pod dostatkiem, albo przy młócce. Jeśli będziesz miał trochę szczęścia, nie zabraknie ci tam ziarenka twego powszedniego.

- O tak, ojcze - odrzekł wróbelek. - Ale kiedy chłopcy stajenni zechcą poswawolić i tu czy tam wśród słomy sidła zastawią, niejeden się w nie złapie.

- Gdzieżeś ty to widział?

- Na podwórzu, wśród chłopców stajennych.

- Oj, mój synu, źli to byli chłopcy! Skoro jednak bywałeś już po podwórzach i między panami, a piórek tam nie zostawiłeś, to zdołałeś się niejednego nauczyć i w szerokim świecie nie zginiesz. Ale rozglądaj się wciąż pilnie, bo najprzebieglejszego pieska wilcy rozszarpać mogą.

Ojciec zwrócił się z kolei do trzeciego:

- A ty gdzie szczęścia próbowałeś?

- Po drogach i gościńcach, ojcze, i nieraz tam ziarenko czy liszkę upolowałem.

- Dobre to, synku, pożywienie - rzekł ojciec. - Ale bacz zawsze, co się dokoła dzieje, zwłaszcza jeśli się kto pochyli, aby kamień z ziemi podnieść, zmykaj mu z oczu co prędzej.

- Prawda to - przyznał syn. - Ale jeśli zobaczę człeka, który za pazuchą lub w kieszeni kamień chowa, co wtedy?

- Gdzieżeś takie rzeczy widział?

- U górników, ojcze. Kiedy górnik idzie do roboty, zawsze ma przy sobie jakiś kamień.

- Ho, ho, górnicy i robotnicy to przezorny naród! Jeśli ich obyczaje poznałeś, toś niemało widział i słyszał. Ale uważaj z nimi, bo często się zdarzało, że wraz z koboldem i wróbel od nich oberwał.

W końcu ojciec zwrócił się do najmłodszego:

- Ty, mój mały żółtodziobie, zawsze byłeś najgłupszy i najsłabszy, zostań lepiej przy mnie, na świecie jest tyle złych i okrutnych ptaków o zakrzywionych dziobach i długich szponach. Czyhają one tylko na biedne małe ptaszki, żeby je pożreć. Trzymaj się lepiej podobnych sobie i zbieraj pajączki i gąsienice po drzewach i chatach, a będziesz żył szczęśliwie i bezpiecznie.

- O, mój drogi ojcze, kto żyje nie szkodząc innym, tego nie spotka nic złego. Żaden jastrząb ani krogulec, żaden orzeł ani kania krzywdy mu nie wyrządzą, jeśli każdego ranka i każdego wieczora siebie i swoje pożywienie poleci opiece Boga, stwórcy i opiekuna ptaków leśnych i wiejskich, który słyszy nawet wołania o modlitwy wronich piskląt. Bowiem bez jego woli nie spadnie na ziemię ani wróbel, ani płatek śniegu.

- Skądeś się tego wszystkiego nauczył?

- Kiedy wiatr porwał mnie z gniazda, trafiłem do kościoła i przez całe lato łowiłem muchy i pająki z kościelnych okien, a słuchałem też, co ksiądz na kazaniu mówi. Przez całe lato ojciec wszystkich wróbli żywił mnie i bronił przed nieszczęściem i drapieżnymi ptakami.

- No, no, mój synu, jeśli będziesz gnieździł się po kościołach i robił porządek z pająkami i brzęczącymi muchami, jeśli zaćwierkasz do Pana Boga jak wronie pisklęta i oddasz się w opiekę naszego Stworzyciela, to piórko ci z grzbietu nie spadnie, choćby na świecie roiło się od dzikich, podstępnych ptaków:
Bo kto niebiosom odda sprawy swoje
i swe cierpienie zniesie ze spokojem,
kto ufny będzie i serca czystego,
tego Bóg dobry zachowa od złego.


*     *     *     *     *
0.00
drukować drukować
grimmstories.com




Porównaj dwóch językach:

Klasyfikacja (Aarne-Thompson):


poprzednia bajka
nastepny bajka
strona glówna











Donations are welcomed & appreciated.


Thank you for your support.